Edmund Szwed: O co mi dzisiaj chodzi, czego chcę?

Walczę dla Elbląga i mych najbliższych i tych dalszych, wszystkich elblążan, którym żyje się w Elblągu coraz trudniej, żyje się źle!

To moje bardzo osobiste oświadczenie dla elblążan. Chcę powiedzieć dziś o sobie, w imię czego to robiłem,  co robiłem!  Dlaczego nadal wierzę, że nasze miasto, nasze wspólne  dobro, jest tak ważne.  Niezależnie od tego, co się stanie. Kto będzie rządził Polską, kto stworzy nowy rząd, moje oświadczenie jest moją osobistą rozmową z elblążanami  i deklaracją chęci pracy dla dobra Elbląga.

Tak dalej w naszym mieście nie musi być. Nie jesteśmy skazani na smutną egzystencję, bez nadziei i  szans na wyjście naszego miasta z upadku,  bankructwa  i  beznadziei.

Zryw elblążan, ale do czego?

W czasie   referendum w Elblągu, sądziłem, że to jest zryw obywatelski samych elblążan.  Miałem dość powierzchowną  ocenę,  że kilka osób godnych pochwały  podjęło się zjednoczenie elblążan wokół  poprawy losu mieszkańców i naszego miasta. Wówczas i ja podjąłem decyzję o włączeniu się w ten wir wydarzeń i utworzeniu KWW Partia Elblążan oraz wystawieniu do wyborów na urząd prezydenta Elbląga Jacka Tomczaka. To wówczas, w czasie tej kampanii wyborczej, poznałem mechanizmy, jakie rządzą lokalną polityką. Zobaczyłem na własne oczy, jak niemoralna jest ona w naszym mieście, w dużej części klasa polityczna, ta, która od 20 lat trzyma nieprzerwanie władzę. W referendum, po czasie,  okazało się, że wszyscy zostaliśmy oszukani…

Ufałem, że referendum z roku 2013 to był autentyczny zryw elblążan, którzy chcą coś w mieście zmienić. Jednak szybko przekonałem się, że ten obywatelski ruch został zawłaszczony, wykorzystany przez lokalnego polityka, rządnego władzy, który tej władzy w normalnych wyborach zdobyć nie mógł. Wykorzystał więc referendum, aby swój cel haniebnie zrealizować, wykorzystując do tego obywatelski zryw elblążan. Na szczęście ten skompromitowany już polityk władzę w mieście stracił. Ten człowiek jest przedstawicielem pewnego, zamkniętego układu władzy w mieście, który zmienia tylko osoby zarządzające miastem. Nic dla Elbląga nie robią, nic nie proponują, bo nie potrafią.  Chodzi tylko o sprawowanie władzy. Mam do nich zastrzeżenia, co do ich etycznego działania i ich moralności.

Dziś wybory …….

Dziś pójdziemy do wyborów. Będziemy wybierali naszych przedstawicieli w parlamencie. Proszę mi wierzyć, to nie jest wszystko jedno, kogo wybierzemy. Czy oddamy głos na porządnych ludzi, godnych naszego zaufania? Czy może poprzemy osoby, które mają swój udział w doprowadzeniu Elbląga do upadku?

Mam nadzieję, że elblążanie rozsądnie ocenią osoby, które miały tu swój udział w doprowadzeniu do upadku Elbląga, a teraz chcą uciec do Sejmu. Nie może być akceptacji i zgody dla tych ludzi, którzy od ponad 20-tu lat mieli swój udział w degradacji naszego miasta.

Bliskie były mi zawsze zamierzenia i  cele , które stawiali sobie i przed Polakami  Lech i Jarosław Kaczyńscy, a wręcz z nimi  się utożsamiałem,  krytykowałem  i krytykuję  jednak niektórych elbląskich przedstawicieli  partii, której prezesem jest Jarosław Kaczyński.

Ogromną żywię natomiast nadzieję i wierzę, że  prezydent Andrzej Duda może być tym przywódcą na miarę tego czasu i potrzeb,  który ma siłę i  determinację, aby poprawić sytuację w Polsce. Ufam w zdolności i polityczną mądrość prezydenta Andrzeja Dudy. To może być przywódca, który wiele może dla naszego kraju zrobić  dobrego.

Czas moich trudnych piętnastu lat i ostatnich pięć lat bogatych w doświadczenia…

Od  trzech dni elblążanie otrzymują wydaną przeze mnie gazetę: Fakty z Elbląga.  To moja swoista forma rozmowy z mieszkańcami mojego ukochanego miasta. Dzięki tej formie chcę przeprowadzić rozrachunek moich ostatnich 5 lat udziału w publicznej rozmowie o Elblągu i życiu jego mieszkańców. Chcę też opowiedzieć o mojej, 15-letniej  „wewnętrznej  emigracji”  spowodowanej  w 1995 r. przez rządzący niezmiennie  Elblągiem układ towarzysko-biznesowy,  do gospodarczej bezczynności  w moim  mieście. Do roku 1995 prowadziłem  rozległe działania biznesowe w moim mieście. Byłem w mediach przedstawiany, jako jeden z bardzo przedsiębiorczych mieszkańców Elbląga. Prowadziłem interesy i dawałem zatrudnienie wielu elblążanom. Wiele osób pewnie pamięta mnie jeszcze z czasów, gdy w tzw. „Pałacyku” organizowałem nawet w latach 80-tych, nawet w okresie stanu wojennego koncerty, recitale czy występy z udziałem największych gwiazd kina, teatru, estrady czy  kabaretu. Moja kariera biznesowa, trwała niezmiennie, ze wspaniałymi sukcesami, przez 18 lat. Działałem nie tylko w branży rozrywkowej, ale również wytwarzałem mojego autorstwa pomoce naukowe i dydaktyczne stosowane do dzisiaj, min.  do nauki czytania i pisania dla przedszkolaków.

Prowadząc moje przedsięwzięcia biznesowe, działałem zawsze w sposób odpowiedzialny za moje dokonania oraz za moich pracowników. Mając świadomość konsekwencji moich działań. To mnie właśnie odróżnia od polityków, którzy za swoje, nawet negatywne decyzje, nie muszą ponosić żadnej odpowiedzialności. Tym samym, po 25-latach doprowadzili zamożny, bogaty niegdyś Elbląg na skraj bankructwa. Przecież nasze miasto, było miastem prężnym, dumnym, przemysłowym ośrodkiem.       Dziś jest zaledwie karykaturą tego ośrodka miejskiego, którym było jeszcze 30 lat temu. Miasto upadło. To jest fakt.

Balcerowicz mnie ratuje …

W styczniu 1995 r. zaistniał pewien fakt, który spowodował niespotykany wprost zwrot w moim dotychczasowym życiu. Do tej pory byłem znanym w Elblągu przedsiębiorcą, odnoszącym przez osiemnaście lat same sukcesy gospodarcze, jak  również finansowe. Wtedy właśnie pojawiają się u mnie  przedstawiciele instytucji skarbowej.  Urzędnicy zaczynają swoje działania nie od sprawdzania dokumentacji, ale od  zamiaru zablokowania moich kont bankowych i czynności polegających na zajęciu kilku  nieruchomości. Dopiero później podejmują czynności kontrolne.

Czyli mówiąc wprost: wszystko zajmujemy  na poczet kar pieniężnych, a przestępstwo  następnie  ci udowodnimy.

Pomimo buty urzędniczej, nie udaje się  im się w moich Księgach Skarbowych z „białego uczynić czarnym”. W tej sytuacji posuwają się oni do fałszerstwa w prowadzonej przez siebie dokumentacji   z wyniku kontroli.   Na pewnej decyzji, wówczas pisanej na maszynie, wydrapują datę i ją antydatują, a następnie wprowadzają  ją do obiegu,  aby ich działania spełniły wymóg proceduralny i by powstał  wynik przez nich oczekiwany.  Nie boję się użyć określenia, że były to wówczas działania przestępcze wobec mojej osoby i mojej działalności gospodarczej. To wówczas osoby, z obozu rządzącego miastem, postanawiają mnie zniszczyć, zająć mój majątek, mnie zaś skazać na cywilną i biznesową śmierć. Na czele ówczesnej grupy trzymającej władzę stał wówczas człowiek, który był prezydentem naszego miasta. Później zaś zaczął robić szybką karierę w polityce centralnej. Był posłem i senatorem ze zmienną twarzą.  Zastanawiające jest to, że gdy dziś kończy swoją karierę polityczną, nie sposób znaleźć w mediach choć jednej pozytywnej opinii o tym człowieku.  Elblążanie oceniają tego polityka negatywnie, jako jednego ze współautorów degradacji Elbląga i sprowadzenia do roli podrzędnego miasteczka powiatowego.

W 1995 r. ten „układ władzy”,  poprzez  swoje represyjne  działania, łącznie z przestępczymi wypchnął mnie na zawodową bezczynność „emigrację wewnętrzną”. Po wielu latach wszystkie  wydane  decyzje uchylił  Minister Finansów Leszek Balcerowicz, określając  prowadzone  działania   i  podjęte przez nich  decyzje, jako  wynik  rażącego  naruszeniem prawa , nakazując natychmiastowe wycofanie  ich  z  obiegu  prawnego.

Jako człowiek, mam dziś poczucie wielkiej wolności .  W prowadzonych działaniach biznesowych,  nikomu nic nie zawdzięczam. Nikt nie pomagał mi wygrywać przetargi, bo w nich nigdy  nie uczestniczyłem.   Nie mam żadnych powiązań i kontaktów z ludźmi władzy. Z nikim się nie spotykałem, we wspólnych imprezach z nimi nie uczestniczyłem. Nie mam żadnych kontaktów towarzyskich z ludźmi władzy. Wszystko, do czego doszedłem, zawdzięczam sobie i swojej rodzinie. Jestem człowiekiem wolnym, którego nikt nie jest w stanie sobie podporządkować.

Podniosłem się z upadku

Ten układ władzy w Elblągu, kiedy ja próbowałem włączyć się aktywnie w działalność publiczną w Elblągu, on  dwukrotnie  podejmował próby mnie eliminowania. Wtedy w 1995 r. i drugi raz w 2014 r., kiedy walczyłem o miasto i jego naprawę. Nie udało im się. Chociaż użyli podłych osób i najpodlejszych form, aby mnie zdyskredytować, zrobić ze mnie oszusta, dziwaka, człowieka nieodpowiedzialnego i fantastę. Chciano wmówić elblążanom, że nie jestem godny zaufania.

Po 15 latach,  zmieniłem się jak człowiek i jako przedsiębiorca. Z jednej strony miałem ogromny żal, że w sposób bandycki skazano mnie na banicję z mojego ukochanego miasta. Jednak z drugiej strony, poznałem dokładnie mechanizmy, jakimi rządzą się samorządy i świat  finansów  w Szwajcarii. Nabyłem tak gruntowną wiedzę, że wracając do Elbląga chciałem ją, całkowicie bezinteresownie przenieść na nasz lokalny grunt. Miałem bowiem i mam nadal przeświadczenie, że te mechanizmy, które pozwalają bogacić się miastom w Szwajcarii, mogą również przynieść pozytywne skutki w Elblągu.

To co ważne w samorządzie szwajcarskim to pewien mechanizm obrotu finansami komunalnymi. Tam środki publicznie nie trafiają do banku komercyjnego, który zarabia na tym jeszcze za prowadzenie kont miasta. Środki te trafiają do banku miejskiego, komunalnego i służą mieszkańcom danego miasta czy regionu, a nie prywatnemu właścicielowi czy właścicielom banku. To jest mechanizm, który można również zastosować w Polsce, w naszym mieście.

Chęć naprawy Elbląga

Po powrocie do Elbląga zrozumiałem, że miasto jest na równi pochyłej, a  elblążanie  coraz bardziej upadają na duchu. W roku 2011 postanowiłem uczestniczyć wówczas w politycznym, samorządowym życiu Elbląga, aby to miasto podnieść z kolan, z upadku, tchnąć nadzieję i dumę w elblążan. Pokazać im, że nie muszą być skazani ciągle na tych samych polityków, którzy od 25 lat właściwie nie mają nic do zaproponowania elblążanom i Elblągowi, oprócz swojego pędu do sprawowania władzy. Postanowiłem więc w lokalną politykę się zaangażować.

W 2014 r. podjąłem próbę walki z tym megalitem elbląskiej  władzy, dając  się namówić do startu       w wyborach prezydenckich KWW Obywatelskiemu Elblągowi, na którego czele stał społecznik, Kazimierz Falkiewicz. Postanowiłem pomóc memu miastu, naprawić nasz Elbląg. Takie hasło mi przyświecało wtedy i także dziś uważam je nadal za bardzo aktualne. Zostałem wówczas brutalnie zaatakowany. Właśnie przez ten układ władzy, który praktycznie nie zmienia się od wielu lat.

To, co mnie bardzo zasmuciło, to rola lokalnych mediów w utrwalaniu i podtrzymywaniu tego układu władzy. Zaatakowano mnie właśnie przez media. Wyśmiewano mnie i szydzono z moich propozycji. Pokazywano mnie w bardzo negatywnym świetle. Nie próbowano nawet zrozumieć moich tez programowych. Rozumiem, że takie było polecenie władzy, aby mnie zniszczyć, zdyskredytować w oczach elblążan. Zaskakujące jest to, że w mediach lokalnych również pracują elblążanie. Bezkrytycznie przyjmują to, co przez 25 lat proponował im ten układ. Sami sobie i elblążanom nadal gotują smutny los. Ciągle zachowują wobec każdej ekipy rządzącej Elblągiem postawę aportującą przy stole władzy, licząc na okruchy, które z niego spadną. Przecież sami też są elblążanami, sami mieszkają w tym mieście, tu pracują. Czy naprawdę wszystko im jedno, co się w Elblągu dzieje?       Czy nie widzą, że ta władza się od lat nie zmienia?  Nic nowego nie proponuje? Wystarczy spojrzeć na skład Rady Miasta. Od wielu kadencji niewiele się tam zmienia.

W elbląskich media, została wykreowana osoba, a następnie pchnięta do działania,  osoba  na wskroś zepsuta, zawsze za pieniądze służąca ludziom władzy, elbląskim politykom. To ona, stworzona przez ludzi elbląskiej władzy, służyła i w dalszym ciągu służy, jako narzędzie do dyskredytowania  mojej osoby robienia na bazie podłych i oszczerczych pomówień  robienia ze mnie człowieka chorego na władzę!  Dziś działa na zlecenie jednego z kandydatów do Sejmu.

Dlaczego to piszę?

Dlaczego dziś wydaję takie oświadczenie?  Ponieważ na swoim przykładzie. Na przykładzie mojego życia i moich doświadczeń w tym mieście, chcę przybliżyć elblążanom, jak wygląda i funkcjonuje ta „grupa trzymająca władzę”  w naszym mieście od ponad 20 lat. Chcę bardzo dobitnie powiedzieć  elblążanom,  że tak być  nie  musi, tak  być nie może!

Możemy wspólnie tym ludziom  podziękować i od władzy odsunąć. Możemy się zjednoczyć wokół  celów  dla naszego miasta istotnych. Możemy wspólnie, razem, bez podziałów politycznych i bez polityków, podnieść nasze miasto z upadku, z kolan. Zaproponować poprawę życia elblążan, rozwój naszego miasta. Możemy razem, wspólnie naprawić Elbląg.  Bo to hasło jest nadal aktualne.

Dlatego też wydałem papierową gazetę. By elblążanie mogli zapoznać się z tymi propozycjami. By mogli poznać kulisy działania władzy w mieście. Aby także dać im propozycję rozwiązań problemów naszego miasta i przede wszystkim nadzieję, że można wyjść z tych problemów w jakich obecnie znajduje się nasze miasto.

Hasło „Naprawię Elbląg” jest nadal bardzo aktualne w naszym mieście. Było aktualne w 2014 r i jest aktualne nadal.

Aby jednak naprawić Elbląg trzeba przeprowadzić trzy projekty:

  1. Utworzyć Bank Komunalny, aby pieniądze z kasy miasta nie uciekały, ale pracowały na dobrobyt Elbląga
  2. Uruchomić Modrzewinę Północ, budując całkiem nowe miasto dla przyszłych pokoleń elblążan. Tam powstaną nowe miejsca pracy i nowe zasoby mieszkaniowe dla elblążan.
  3. Przeprowadzić projekt Parku Dolinka, w oparciu o amfiteatr, kąpielisko miejskie oraz Centrum Rekreacji Wodnej. Musimy dać elblążanom wspaniałe miejsce rozrywki i rekreacji, gdzie mogliby spędzać wolny czas. Co istotne, Park Dolinka i części składowe tego kompleksu nie będą obciążały budżetu miasta, ale będą generowały dochód, nie straty finansowe.

Elblążanie, wszystko w Waszych rękach

Co z tym wszystkim, o czym mówię uczynią elblążanie?  Zostawiam to już mieszkańcom mojego miasta pod rozwagę. Czy nadal chcą żyć w beznadziei, bezsilnie obserwując upadek naszego miasta? Czy też jeszcze raz poderwą się do walki o lepszy los swój i swojego miasta?  Czy usuną nieudolnych polityków od lat trzymających władzę w mieście i pchających Elbląg ku upadkowi.

Chcę wyraźnie zaznaczyć, że nie liczę na żadne dochody czy bogacenie się ze sprawowania władzy.  Swoje bogactwo pojmuję  inaczej.  Moim bogactwem jest dziś moja wiedza, umiejętności, możliwości, ale też piękno relacji z wrażliwymi  i mądrymi ludźmi. Nie mam ambicji bycia dla samego bycia  prezydentem miasta. Chcę jedynie podźwignąć moje miasto z upadku, bo wiem, że można to zrobić. Musimy się jednak, jako elblążanie, jednoczyć się wokół wspólnego celu. Mając wizję rozwoju Elbląga, można dokonać pozytywnych zmian w mieście i sposobie zarządzania miastem.

Jeśli życzeniem elblążan będzie potrzeba wykorzystania mojej osoby i spożytkowania mojej wiedzy i umiejętności do ratowania tragicznej sytuacji miasta, oddaje się do dyspozycji elblążan. Będę z radością służył Elblągowi i elblążanom, bez oczekiwań na zaszczytne stanowiska czy profity sprawowania władzy.

Niezależnie od tego, co się stanie. Kto będzie rządził Polską, kto stworzy nowy rząd, moje oświadczenie jest moją osobistą rozmową z elblążanami  i deklaracją chęci pracy dla dobra Elbląga. Natomiast gazeta, która trafiła do elblążan jest formą prezentacji moich planów, pomysłów, projektów i intencji wobec Elbląga i elblążan.

Elblążanie, Wasz los, los naszego miasta jest w Waszych rękach!

Edmund Szwed